Czasami łapią mnie jakieś chwile zwątpienia…
Zastanawiam się czy powinnam nadal pomagać kociakom, czy może jest to już ten czas kiedy powinnam się wycofać.
Wiecie to jest ogrom pracy….
-sprzątanie
-podawanie leków
-czas spędzony na zabawie i pieszczotach
-robienie zdjęć kiedy Joanna zabiegana 🤪
-przesyłanie tych zdjęć Dorocie 😁 To ogólnie mój techniczny problem bo jak mówię, ze coś zrobię dziś to nie trzeba mi przypominać co 3 dni 🙈 ( ona mi kiedyś wydłubie oko 😛 )
– wizyty u lekarzy, czasami nawet codziennie ( bądź 3 razy dziennie – skleroza )
– tworzenie bazarków
– Tworzenie zbiórek oraz ich udostępnianie po grupach
– Ogarnianie transportów
– czasem zawożenie kociaków do nowych domów
– Robienie zamówień
A gdzie w tym wszystkim martwienie się aby było za co zrobić zamówienie…
Za co zapłacić fakturę…
Martwienie się aby każdy z kociaków był u mnie szczęśliwy i bezpieczny
Niestety pomoc zwierzakom to nie tylko ciepła noski na policzku i mruczenie przed snem do ucha.
Tak sobie siedzę wtedy i dumam ….
Aż nagle dostaję zdjęcie którejś z moich rodzin adopcyjnych <3
Jakby czytali w moich myślach i wiedzieli, że potrzebuję kopa w tyłek i motywacji na nowy koci sezon <3
Na zdjęciu Zula i Kaszmir <3
Uratowane jako maleńkie kocięta dosłownie w ostatniej możliwej chwili.
Teraz szczęśliwe w swoim cudownym domu w Gdyni<3


